Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/machontai.to-pochodzic.kaszuby.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
- Wypuść mnie, Marson!

- Trzymaj sie, Marla, trzymaj sie - powtarzał Nick. Marla

- Wypuść mnie, Marson!

254
Opanowała sie jednak i objeła go mocno za szyje. Ponad
Pchnęła w kierunku Rossa koszyczek z popcornem.
- Jej ojciec właśnie został zabity.
pozbierajmy, zanim wszyscy wstana.
Nick rzucił na stół kilka monet.
- Prowadziła pani samochód Pam Delacroix?
latach, zmieniona po wypadku, natychmiast nim zawładneła.
Pokój, oswietlony tylko migoczacymi płomieniami, nagle
2
Dobrze. Jedno zmartwienie mniej.
albo zostaw je tutaj. A jak bedziesz chciał przesłac faks, wyslij
tylko, jak zaczełam wymiotowac. - Osuneła sie na siedzenie i
- Naprawdę nie sądzę, żebyśmy miały o czym ze sobą rozmawiać.


- Ja miałabym mieszkać w zamku? - powtórzyła z nie¬dowierzaniem.
- Jak to?!
Tego wieczoru więcej nie rozmawiali. Razem podziwiali w milczeniu zachód słońca...
Huffem. Złapię cię później. Gdzie będziesz? Gdy spojrzała na niego, zrozumiał, że choć telefon Chrisa przerwał ich rozmowę na temat przyszłości ich związku, dla Sayre nie było nic więcej do dodania. W jej oczach zobaczył rozczarowanie, może zawód, na pewno zaś pogardę. - W San Francisco. - Minęła go i odeszła. Patrzył, jak wsiada do jego samochodu, wykręca na trzy razy i odjeżdża bez jednego spojrzenia w jego stronę. To, że musiał stać tutaj i obserwować, jak Sayre znika w ciemnościach, było najtrudniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek przyszło mu zrobić. Chciał za nią biec, ale nawet gdyby się zatrzymała, a z pewnością by tego nie zrobiła, co mógłby powiedzieć poza słowami, jakie już padły? - To było bardzo, hem, przejmujące - powiedział Chris, wypychając językiem policzek. - Jeżeli potrzebujesz kilku minut, żeby się pozbierać... - Zamknij się, Chris. Prychając śmiechem, Chris ściągnął spodnie. Jego bokserki były przesiąknięte krwią. Odkręcił kran i dokładnie umył się cały, nie omijając włosów. Skończywszy, zgarnął dłońmi nadmiar wody z ciała i potrząsnął głową. Następnie ubrał się, nie wkładając jednak bielizny. Razem powędrowali do samochodu Chrisa i ruszyli w kierunku fabryki. Byli niemal na miejscu, kiedy Chris spostrzegł, że Beck przygląda się uważnie rozcięciu na jego policzku. - Mogło być gorzej - powiedział. - Pomyśl o Clarku Dalym. - Pomyślałem - mruknął ponuro Beck. Wjeżdżając do fabryki, teraz cichej i opuszczonej przez wszystkich z wyjątkiem strażników, doznali niemal surrealistycznego przeżycia. Wszystkie biura administracji były puste, nawet gabinet Huffa. - Musiał się gdzieś zatrzymać po drodze - powiedział Chris. - Poczekajmy tu na niego. Muszę się napić. Chcesz drinka? - Jest dziesiąta rano. - Tak, ale to był bardzo szczególny poranek. Chris podszedł do barku, Beck zaś przysunął się do okna i spojrzał na halę poniżej. Inspekcja OSHA rozpocznie się w poniedziałek. Teraz nie było tam nikogo. Pomieszczenie było ciemne, brudne i wciąż panował w nim upał, chociaż zgaszono wszystkie piece. Co robiła teraz Sayre? Czy była w hotelu i pakowała walizkę przed powrotem do Kalifornii? Czy jeszcze kiedykolwiek ją zobaczy? Chris usiadł z drinkiem na kanapie. Zapadając się w miękkie poduszki, uniósł twarz ku sufitowi i zamknął oczy. - Pioruńskie dwa tygodnie - powiedział. - Właśnie. To dziwne, że wszystko zaczęło się i skończyło w niedzielę, w obozie rybackim. Historia zatacza krąg. - Może to było w planach Watkinsa. - Nie sądzę, by sobie zaplanował, że skończy życie z nożem w brzuchu. - Nie, ale chciał nim mnie rozpruć. Czy Sayre spędziła u ciebie noc? - spytał Chris po chwili milczenia. - Tak. - Przynajmniej nie potrzebowaliście zabezpieczeń. Beck odwrócił się i spojrzał na niego ostro. - Huff powiedział mi, że Sayre miała jakieś kobiece problemy, w efekcie których stała się bezpłodna. Nie musisz już więc się z nią żenić i produkować potomstwo. - I tak by mnie nie chciała. - Beck przemierzył pokój i oparł się o biurko Huffa, zbyt zdenerwowany, by usiąść.
Niezwykłe umiejętności Róży sprawiły, że list Małego Księcia szybko dotarł do adresata. Kiedy Pijak się zjawił,
umiałem: że wystarczy po prostu być sobą...
- Twoja matka cię nienawidzi?
- Nie wierzę w to - powiedziała z trudem gdzieś w przestrzeń.
- W Broitenburgu będziesz miał za sobą prawo twoje¬go państwa. Mogę mieć i bilety, i twoje ustne zapewnienia, a i tak nie zdołam wyrwać stamtąd Henry'ego, jeśli tak zde-cydujesz. - Zdawała sobie sprawę, że nie było to taktowne, ale walczyła o przyszłość siostrzeńca, nie mogła sobie po¬zwolić na żadną nieostrożność.
- Teraz? - nie zrozumiał znowu Mały Książę.
- Pijak nie odpowiedział mi wprost - odrzekła Róża - ale prosił, by ci powiedzieć, że oceniając lub przywiązując się
codziennie jest inna, niepowtarzalna w swoim pięknie. To dlatego polubił wschody słońca równie mocno jak
niż wyraził przypuszczenie i wyciągnął rękę po Różę.
nie miał okularów ochronnych ani kasku. Niczego się nie nauczyli! Chris oczywiście wierzył, że jest niezwyciężony - i miał ku temu powody. - Chris! - Beck musiał krzyknąć, żeby go usłyszeli. George podskoczył, jak gdyby ktoś go postrzelił. Szybko odwrócił się, spoglądając na Becka. Jego obwisłe policzki pobladły z przerażenia. Wyglądał, jakby zobaczył ducha. Chris wyprostował się i otrzepał ręce. Spoglądał na Becka, ale mówił do George'a: - Zawsze możemy zwalić winę na kiepską naprawę, George. Tak czy owak, niewiele możemy z tym dzisiaj zrobić. Idź do domu. George łapał powietrze jak ryba wyjęta z wody. Pocił się obficie i wykręcał tłuste palce. Bez słowa odwrócił się i uciekł. Beck patrzył, jak wspina się po metalowych schodach i znika za drzwiami, - Biedny George. - Chris nacisnął wyłącznik maszyny. Hałas ucichł. - Jest bardziej zdenerwowany niż kiedykolwiek przedtem. Chyba wie, co go czeka. - Kazałeś Klapsowi zabić Danny'ego - rzucił Beck bez żadnych wstępów. - Gdy ty zapewniałeś sobie alibi, spędzając czas z Lilą, Watkins pojechał do obozu rybackiego, gdzie, jak mu powiedziałeś, miał pojawić się Danny, i tam zabił go dla ciebie. Nie kłamałeś, mówiąc, iż sam tego nie zrobiłeś. Ktoś inny pociągnął za spust. Huff zajrzał najpierw do biura Becka. Zawsze sumienny Beck. Zawsze pracujący po godzinach. Zawsze mający na względzie dobro Hoyle Enterprises. Pieprzony Beck. Oszust. Kłamca. Biuro Merchanta było puste, Chrisa też. Słysząc hałas pracującej maszyny, Huff wyjrzał przez rząd okien z galerii na halę. Tam zobaczył Becka i Chrisa, pogrążonych w rozmowie. Jego syn i Judasz. Huff nie pomyślał o ironii wynikającej zużycia tej biblijnej metafory. Pragnął tylko jednego: unicestwić człowieka, który zrobił wszystko, aby go zniszczyć. Dzierżąc w dłoni pistolet, wybiegł z biura i ruszył w kierunku tylnych schodów prowadzących do hali fabrycznej. Gdy był już na dole, przywołał się nieco do porządku. Nie powinien tracić głowy. Jak powiedział Merchantowi tydzień temu, Nielson jest kiepskim strategiem. Najlepszym rodzajem ofensywy jest niespodziewany atak. Chris roześmiał się cicho. - Klaps był bardzo wkurzony na Danny'ego za to, że go nie zatrudnił. Uświadomił mi to pewnej nocy, na parkingu przed Razorbackiem. - Wtedy powiedziałeś mu, że masz dla niego robotę. Chris spojrzał na niego beznamiętnie. - Kazałeś Klapsowi upozorować samobójstwo. Może nawet przekonałoby to wszystkich, gdyby Watkins nie zapomniał zdjąć Danny'emu butów. Ta jedna pomyłka sprawiła, że detektyw Scott zaczął podejrzewać morderstwo. Nie sądziłeś, że możesz stać się głównym podejrzanym, dlatego próbowałeś przekonać wszystkich do pomysłu, iż to Klaps Watkins był winowajcą i próbuje cię wrobić w morderstwo. Nie rozumiem tylko, dlaczego Watkins nie prysnął z miasta zaraz po wykonaniu zlecenia. Po co tu siedział? Dlaczego próbował spotkać się z tobą za wszelką cenę, wtedy na drodze i wcześniej, w barze... - Popatrzył na Chrisa pytająco, ale napotkał jedynie nieustępliwe spojrzenie dwojga zimnych oczu. - Chwileczkę - rzucił. - Coś sobie przypomniałem. Wtedy w barze Watkins był zaskoczony, że nas zobaczył. Tyle tylko, że chodziło o mnie, prawda? Powiedział, że przyszedł omówić z kimś interesy... ach, rozumiem. Zapłata. Miał się z tobą spotkać w barze, żeby odebrać pieniądze. Było to tej samej nocy, kiedy
do kogo wrócić, więc muszę iść naprzód...

©2019 machontai.to-pochodzic.kaszuby.pl - Split Template by One Page Love